O autorze
Aleksander Kwaśniewski - polski polityk, z zawodu dziennikarz. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej od 23 grudnia 1995 do 23 grudnia 2005.

Po wizycie Baracka Obamy w Azji. Polska także powinna być tam obecna

Każdy z prezydentów III RP miał inne priorytety, ale tak, jak zmieniają się czasy, tak powinny zmieniać się kierunki naszej polityki. Gdybym dzisiaj miał budować polską strategię zagraniczną, to powiedziałbym: numer jeden, to Europa. Numer dwa, to nowe centra polityczne i gospodarcze, czyli Chiny, Indie, Brazylia, Afryka. Na trzecim miejscu nasi najbliżsi sąsiedzi, nasz region i dopiero na miejscu czwartym Stany Zjednoczone.

Zaczynając od początków transformacji, mieliśmy trzy priorytety polityki zagranicznej.



Po pierwsze, odbudować strategiczne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Wydawało się, że to od USA zależy nasze bezpieczeństwo i to, czy i jak szybko wstąpimy do NATO. Oprócz bezpieczeństwa militarnego, które zapewnić miał nam Sojusz, staraliśmy się zadbać o nasze bezpieczeństwo ekonomiczne.

W tym aspekcie naszym priorytetem było jak najszybsze dołączenie do grona członków Unii Europejskiej.

Trzecim priorytetem były stosunki z najbliższymi sąsiadami Polski, czyli polityka regionalna. Miało to szczególne znaczenie w pierwszej dekadzie naszej transformacji.

Po 89 roku, jako jedyni w tej części Europy nie zmieniliśmy naszych granic, czego nie można było powiedzieć o naszych sąsiadach. Musieliśmy na nowo układać sobie stosunki z zupełnie nowo powstałymi państwami. Z trzech dotychczasowych sąsiadów: NRD, Czechosłowacji i Związku Radzieckiego, zrobiło się nam siedem nowych państw, o różnej wielkości i różnych ambicjach. Trzeba było podpisać nowe traktaty, ułożyć relacje przygraniczne i to wszystko nam się udało.

W kolejnym 10-leciu widać było pewne zmiany, na pierwszym miejscu stanęła Unia Europejska, drugie miejsce zajął region, a dopiero na trzecim miejscu były Stany Zjednoczone.

Dzisiaj wchodzimy można powiedzieć w kolejną dekadę zmian w kierunkach polityki zagranicznej.

Na pewno Europa pozostaje numerem jeden. Region dalej jest ważny, choć w tych sprawach regionalnych bardziej przechodzimy do stosunków bilateralnych, czyli np. stosunki z Ukrainą, czy nasze różne, czasem lepsze, czasem gorsze stosunki z Litwą. I na trzecim miejscu stają dzisiaj razem ze Stanami Zjednoczonymi, a może i wyżej nowe centra światowe, szczególnie Azja. Patrząc na powiązania światowe, trudno wyobrazić sobie skuteczną politykę zagraniczną, w każdym jej aspekcie, nie mając dobrych kontaktów politycznych, gospodarczych: z Chinami, Indiami, Brazylią, czy z Nigerią w Afryce. Po prostu świat nie jest jednobiegunowy, nie jest dwubiegunowy. Świat jest wielobiegunowy.

Gdybym dzisiaj miał budować polską strategię, to powiedziałbym: numer jeden, to Europa. Numer dwa, to nowe centra polityczne i gospodarcze, czyli Chiny, Indie, Brazylia, Afryka. Na trzecim miejscu nasi najbliżsi sąsiedzi, nasz region i dopiero na miejscu czwartym Stany Zjednoczone. Amerykanie mogą być zawiedzeni taką klasyfikacją, ale przecież nie będą z tego powodu płakać.

Uważam, że powinniśmy bardziej wykorzystywać dyplomacje europejską, chociażby w takich miejscach, jak Afryka, gdzie niestety zamknęliśmy większość naszych ambasad. Druga sprawa, to wykorzystywanie wizyt bezpośrednich naszych władz państwowych. Moim życzeniem, jednak jest, by nie były to tylko typowe kurtuazyjne wizyty. Prezydent, czy premier powinien być jak taran. Musi otwierać drzwi. Chodzi o to, żeby z takich spotkań wynikało coś więcej niż tylko uśmiech i uścisk dłoni. Dobrze, gdyby każdorazowo takie odwiedziny przekuwać w realny biznes, bo póki co jest go tyle, co kot napłakał.
Trwa ładowanie komentarzy...