III Wojna Światowa. Nie idźcie tą drogą

Są takie miejsca na świecie, które nigdy, albo przynajmniej póki my żyjemy spokojne nie będą. Takim miejscem jest, był i najprawdopodobniej będzie Bliski Wschód. Od jakiegoś czasu ten wrzący kocioł odzywa się na nowo. Sprawy na linii Iran - Izrael są bardzo skomplikowane i niestety idą według mnie w złym kierunku.

Jeżeli Iran rzeczywiście byłby na bardzo zaawansowanej drodze do zbudowania bomby atomowej, to zagrożenia z tego płynące są ogromne. Zwracam jednak uwagę na słowo „jeżeli”. Trzeba być bardzo ostrożnym w wydawaniu sądów. Pamiętam moje własne rozmowy związane z istnieniem, bądź nieistnieniem broni masowego rażenia w Iraku. Ciągle mam w pamięci opinie płynące od najlepszych wywiadów na świecie, wywiadu brytyjskiego i CIA, które przecież tak bardzo były pewne swego... Jednocześnie sytuacja jest taka, że po prostu powinniśmy stanowczo domagać się wiedzy na temat programu nuklearnego w Iranie, żeby nie okazało się, że o istnieniu bomby dowiemy się, gdy będzie już za późno.


Po drugiej stronie jest Izrael, gdzie Netanjahu – zwolennik działań prewencyjnych - ogłosił niedawno przyspieszone wybory. Przy jego obecnej popularności, po wyborach, niewątpliwie wzmocni on swoją pozycję. Jeśli wygra możemy mieć zwiększony nacisk ze strony Izraela na działania prewencyjne wobec Iranu. Oczywiście każdy, kto choć trochę zna historię narodu żydowskiego, musi poniekąd taki pomysł rozumieć. Ktokolwiek byłby premierem Izraela, państwa które powstało jako rezultat Holocaustu, czyli działań eksterminacyjnych wobec Żydów, może wiedzieć, że na drugi Holocaust żaden premier zgodzić się nie może. Niewątpliwie użycie bomby atomowej wobec Izraela byłoby czymś takim i patrząc na sytuacje od strony Izraela, prewencja miałaby tu swoje uzasadnienie. Z drugiej strony naciski nie mogą być za bardzo polityczne, bo mogą doprowadzić nas wszystkich na skraj III Wojny Światowej.

Gdyby, nie daj Boże, doszło do czegoś niekontrolowanego, podjętego przez jedną ze stron, np. Iran atakuje Izrael, albo Izrael bez uzgodnień z sojusznikami decyduje się na atak prewencyjny, to obawiam się, że skutki międzynarodowe tego zdarzenia będą straszne. Nie chcę straszyć, ale biorąc pod uwagę natychmiastowy skutek, jeśli chodzi o ceny ropy, gazu, to w warunkach ogólnoświatowego kryzysu mogłaby być to iskra, która wywoła eksplozje o zupełnie nieprzewidywalnych skutkach. Tu nie wolno popełnić błędu.

Każdą decyzję trzeba przemyśleć dwa razy. Tym bardziej, że wydaje się, że karty w tym momencie rozdaje, nie Izrael, czy USA, a właśnie Iran, który ma małe poczucie odpowiedzialności za to, co się dzieje.

Tych czynników niepewności i ryzyka jest bardzo wiele. Gdybym dzisiaj był osobą, która ma jakikolwiek wpływ na sytuację, to:
- po pierwsze żądałbym bardzo precyzyjnych informacji na jakim etapie jest program nuklearny w Iranie.
- po drugie przyjąłbym, że tak długo, jak to możliwe, utrzymujemy prymat dyplomacji nad działaniami militarnymi.
- po trzecie, starałbym się wciągnąć do gry Radę Bezpieczeństwa ONZ, a przede wszystkim Chiny i Rosję, żeby wzięły współodpowiedzialnością za ten stan rzeczy.

Pasywność tych dwóch mocarstw w tej sprawie może zachęcać do kontynuowania programu nuklearnego przez Iran. Tutaj mamy prawdziwy splot interesów, postaw i oczekiwań, dlatego jest to takie skomplikowane. Gdyby można było powiedzieć solidarnie: nie róbcie tego, nie idźcie tą drogą, cytując samego siebie, to skutek byłby całkiem dobry. Ponieważ świat tego nie mówi, to i efekty mogą być dramatyczne.
Trwa ładowanie komentarzy...