Trwanie przy złych rozwiązaniach kadrowych jest błędem. Tusk powiedzieł niedawno, że w najbliższym czasie nie przewiduje zmian kadrowych. Zwróciłbym uwagę na słowa „najbliższy czas” a nie na słowa "nie przewiduję zmian".
Spadek notowań PO jest zrozumiały. Jest zmęczenie tymi samymi twarzami, tym językiem. Platformy w ostatnich kilku miesiącach była mało obecna, była pasywna. PO popełniła istotny błąd. Stała się partią, do której mało kto chce się przyznawać. Ona nie kokietuje nikogo. Nie kokietuje intelektualistów, nie kokietuje artystów, nie kokietuje ludzi pracy, nie kokietuje młodych, nie kokietuje starych, nie kokietuje prowincji, nie kokietuje dużych miast. Jak się traci kontakt z politycznym zapleczem, to najpierw są efekty sondażowe, a potem może być efekt wyborczy.
Nie wierzę w zmianę koalicjanta Platformy z PSL na SLD. Tusk jeśli będzie chciał sobie ułatwić rządzenie, to będzie myślał o poszerzeniu koalicji. Zbudowaniu czegoś co będzie na tyle pewne, że nieobecność kilku posłów nie będzie kłopotem. Z drugiej strony pogodzenie w jednej koalicji PO, PSL i SLD jest możliwe, ale nie jest łatwe. Te partie muszą walczyć o swoją tożsamość.
Prawdziwym problemem Tuska nie są ani koalicjanci, ani nawet nie PiS, które stara się robić swoje. Prawdziwym problemem jest sama Platforma i rządzenie. Jeżeli Tusk nie znajdzie mocnych impulsów, także przez zmiany personalne, żeby ten rząd uruchomić, to to przegra. Wszyscy widzimy, że rząd pracuje na pół gwizdka. Z tym kłopotem musi poradzić sobie szef drużyny. Musi zmusić gabinet do większego wysiłku w codziennym zarządzaniu, w codziennej komunikacji. Komunikacja nie może się odbywać przez Tuska raz na jakiś czas. Ta komunikacja musi się odbywać codziennie. Jedynym ministrem który był obecny był minister Gowin. Nawet rzecznik rządu jest jednym z najbardziej milkliwych rzeczników w historii. Tusk ma więc wiele do zrobienia we własnych szeregach.
Podniecanie się sondażami w tej chwili jest niezrozumiałe. Można je było przewidzieć. Przy bierności Platformy mamy nadaktywność PIS-u. Dobrze przemyślaną i dobrze zorganizowaną. Wycelowaną we właściwy target. Nie w tych zdeklarowanych PIS-owców, którzy czy się będzie waliło czy paliło, będą głosować na Kaczyńskiego. Ale w tych bardziej centrowych, którzy lubią bardziej umiarkowany język, doceniają bardziej argumentację. I chcieliby widzieć PiS jako partię zdolną do rządzenia, do tworzenia koalicji.
