Poziom rozczarowania jest wysoki i ja bym tego, gdybym był liderem Platformy nie lekceważył. Zakasałbym mocno rękawy i poprzez fakty pokazywał, że jesteśmy zdolni do bardziej skutecznego rządzenia.
Dla kolejnego expose Donalda Tuska moment nie jest dobry. On musi ogłosić wyrzeczenia, cięcia, oszczędności. Łatwiej byłoby Tuskowi pójść z tym projektem, gdyby rząd do tego nowego otwarcia nie szedł tak obity, tak pokieraszowany. Gdyby nie było taśm PSL, gdyby nie było Amber Gold, gdyby nie było słabego wyniku w Euro i na Olimpiadzie, gdyby nie było zalanego tunelu na Wisłostradzie w Warszawie. Tych małych dramatów jest całe mnóstwo.
Tusk miałby lepszą okazję do pokazania się, gdyby tego wszystkiego nie było. Ale to jest. Myślę że jego expose musi mieć dwa główne nurty. Pierwsze to, jak wobec kryzysu, wobec zagrożeń które są, których nie można bagatelizować, chcemy z kryzysem sobie radzić. Pamiętajmy że kryzys to jest ryzyko zwiększonego bezrobocia, upadku małych i średnich firm, ryzyko zmniejszenia eksportu, ogromne ryzyko społeczne związane ze wzrostem bezrobocia wśród młodych ludzi. Takich wyzwań jest bardzo wiele. Tusk powinien powiedzieć: Wiemy o tym, rozumiemy to, mamy program, jak temu przeciwdziałać.
Z drugiej strony Tusk musi pokazać, że w tych drobnych sprawach, w tych małych dramatach umiemy sobie efektywnie radzić. Nie może powiedzieć, że zrobi program, który da efekt za 16 lat. To musi być efektywniejsze. Premier musi powiedzieć, że coś się dzieje, że ma dobrych ludzi, a jak ci ludzie nie dają rady, to się ich wymienia. Tusk musi pokazać, że jego determinacja w codziennym zarządzaniu państwem jest dużo większa niż dziś.
Tego bym oczekiwał od szefa rządu. Jednocześnie publiczna reakcja na to expose nie będzie błyskawiczna. Nie będzie tak, że zaufanie do rządu natychmiast skoczy na niebotyczny poziom, że zmienią się nastroje. Ludzie wraz z czasem mają coraz więcej dystansu do tych wszystkich expose i zapewnień. Expose może pozwolić zatrzymać spadek zaufania, a dopiero kolejne działania mogą potem pomalutku odbudowywać to zaufanie. Pamiętając cały czas, że siłą Tuska jest to, że alternatywa wobec niego jest mizerna. Także w samej Platformie. Dziś nawet Grzegorz Schetyna nie ma takiej pozycji, by można o nim powiedzieć, że jest rozpoznawalnym i akceptowalnym społecznie następcą Donalda Tuska.
Ciekawa jesień nas czeka.
